niedziela, 19 stycznia 2025

Pseudopomoc i pseudomiłość

Ludzie kochają zwierzęta i każdy chce im pomóc. Zwłaszcza takim, którym dorobi się ckliwą historyjkę, jak to potrafi najlepiej pewna fundacja z Podkarpacia, zachęcając przy tym do wpłacania tysięcy złotych na zbiórki, które nigdy nie ujrzą swojego końca. Zwłaszcza takim, które dobrze się sprzedadzą, które są medialne. O takiej fundacyjnej patologii można by się długo rozpisywać. O ich nieudolności zwłaszcza. I obiecuję, że kiedyś o tym skrobnę jakiś dłuższy tekst. Dzisiaj chciałabym jednak poruszyć temat ogólny, jakim jest pomoc dla zwierząt. I to, że w wielu przypadkach, nie ma ona nic wspólnego z pomocą, a tak naprawdę jest działaniem na ich szkodę. W jaki sposób działają im na szkodę? Pozwalając im żyć. Owszem, każde zwierzę chce żyć. SZCZĘŚLIWIE żyć. Jeżeli nie będzie mogło być szczęśliwe podczas tego życia, to jego życie nie ma sensu. Wiele osób tego nie rozumie i na siłę pomaga rannym, schorowanym zwierzętom w imię... no właśnie, czego? Własnej satysfakcji, że się "pomaga", chociaż tak naprawdę wcale się tego nie robi? Znowu mamy tutaj nasze własne JA. JA pomagam. JA jestem dobrym człowiekiem. JA robię dobre uczynki. 

A pomyślałeś/aś kiedyś, co Twoje biedne zwierzę myśli o Twojej pomocy? Pamiętaj, jesteś po to, by mu pomóc, a nie sztucznie przedłużać jego cierpienie i wegetację, którą Ty nazywasz "życiem". 


Czy uważasz, że mewa mogłaby być fajnym zwierzątkiem domowym? W końcu łapki ma takie fajne, tak śmiesznie nimi kłapie po ziemi, tak pokracznie, i w ogóle taka puszysta jest i przytulaśna. A jak jeszcze nie będzie mogła od Ciebie uciec, bo trzeba będzie jej amputować skrzydło, to już w ogóle można z niej sobie zrobić najlepszą przytulankę. Marzenie każdego, by taką mieć.

Tylko że to nadal jest dzikie zwierzę, a nie przytulanka. Ty o tym zapominasz. Albo po prostu udajesz, że o tym nie pamiętasz. Zagłuszasz swoje sumienie, bo w końcu jej "pomagasz". W końcu żyje, więc ją "ratujesz". To nic, że to nie ma nic wspólnego z ratunkiem. Tak w przypadku mewy, jak i większości innych ptaków. 

Pewnie zastanawiasz się, dlaczego ten ptak od Ciebie nie ucieka, tylko daje Ci się głaskać, i tulić, i miziać. Wcale nie dlatego, że Cię kocha, lubi i szanuje. ... on po prostu nie ma innego wyboru. Nie może przed Tobą uciec, jest na Ciebie skazany. Na swojego oprawcę, który zamiast bawić się ze zwierzęciem, bawi się zwierzęciem. Niby drobna różnice, tylko dwie litery. W rzeczywistości jest kolosalna. A skoro już ten ptak nie może od Ciebie uciec, poddaje się. Nie jest w stanie z Tobą walczyć, bo jesteś większy/a i silniejszy/a. Wie, że to nie ma sensu. Jak całe jego życie, zresztą. On stracił ten sens życia. 


Bo sensem życia ptaka jest latanie, w końcu po to ma skrzydła. Dalsze lub bliższe migracje w celu znalezienia pożywienia lub lepszego miejsca do życia w danym jego okresie. W celu rozrodu. W końcu dzięki temu, że lata, ptak może też uciec. ... no chyba, że jest podlotem, który jeszcze latać nie potrafi, wtedy ze smakiem zeżre go Twój kot, a Ty powiesz, że przecież to naturalne, że on poluje. Przecież to łańcuch pokarmowy. Tak Cię uczono. To nic, że wprowadzony przez człowieka do środowiska drapieżnik najczęściej może skorzystać z pełnej michy swojej karmy, a zwierzęta zabija nie po to, by przeżyć, ale po prostu dla zabawy. Jak większość myśliwych. 

I weź teraz wytłumacz takiej kociej mamie lub kociemu tacie, że miejsce kota, jak sama nazwa wskazuje, domowego, jest właśnie w domu. Zwyzywa Cię albo wyśmieje. Albo jedno i drugie. W końcu jego Mruczek musi się wybiegać, bo w domu się męczy. To nic, że sam przy okazji męczy i morduje inne zwierzęta. Nie będziesz go zamykać w domu, bo nie jesteś sadystą i kochasz swoje ukochane zwierzątko, a jeżeli taki/a jesteś chętna do zamykania kotów, to sam/a się zamknij w domu i zobacz, jak to fajnie. Nie będziesz ograniczać mu wolności, w końcu musi chodzić swoimi ścieżkami. Kochasz swoje zwierzątko, więc pozwalasz mu się wybiegać po okolicy. Cieszysz się, że przyniesie Ci myszkę (albo chronioną ryjówkę), albo ptaszka. Albo jaszczurkę. W końcu to dowód miłości i wdzięczności dla kochającego właściciela. 

Dla kochającego właściciela, który ma gdzieś bezpieczeństwo swojego zwierzęcia. W końcu na dworze czyha na niego wiele niebezpieczeństw. Od kretynów nadziewających kiełbasę gwoździami, żyletkami, czy rozstawiających trutki na szczury, której Twój kot też przecież może się nażreć, przez kolejnych kretynów, którzy rzucają kamieniami w Twojego kota lub z radością obserwują, jak ich ukochany Burek, Pimpek czy inny Azor goni takiego Mruczusia, po zwykłych ludzi (których też nazwiesz kretynami), którzy jeżdżą samochodem i nie zdążą zahamować, kiedy Mruczuś goniony przez Pimpka wpadnie mu pod koła. Wtedy zdrapujesz Mruczusia z asfaltu i kupujesz nową Pchełkę. W końcu lepiej, żeby żył sobie pełnią życia przez 2 miesiące, niż w bezpiecznym domu przez kilka, lub nawet kilkanaście lat. Wiesz co?

Dziwne masz postrzeganie tych wartości. Ale przecież najważniejsze dla Ciebie jest to, że Twój Mruczuś czy Pchełka sami się sobą zajmą. Żebyś Ty nie musiał tego robić, bo nie masz na to ani czasu, ani ochoty. ... może lepiej po prostu byłoby nie kupować sobie kota, zamiast go zaniedbywać? 


I tak jak kocia mama zaniedbuje kota wyrzucając go z domu, żeby w nim nie srał i nie drapał mebli, tak samo mewia mama lub mewi tata zaniedbuje mewę nie pozwalając jej żyć tak, jak normalnie mewa żyć powinna. Mewa powinna latać, a jeżeli tego nie może robić - to cierpi. I żyje w ciągłym stresie, bo tak naprawdę chciałaby od Ciebie uciec, ale nie może. Bo doskonale poradziłaby sobie bez Ciebie, gdyby tylko mogła dać sobie radę na wolności i na pewno nie przylatywałaby do Ciebie się miziać. Ale przylatuje, bo jest na Ciebie skazana. I Ty też jesteś na nią skazany/a, jeżeli chcesz się nią zajmować. Czemu to skazanie jednej strony na drugą ma służyć? Ty zagłuszasz wyrzuty sumienia, a mewa cierpi, stresuje się... wiesz, że stres sprzyja rozwojowi chorób? 

Wiesz, że tylko sztucznie przedłużasz cierpienia takiego ptaka? Nawet przy stworzeniu najbardziej komfortowych warunków, z odpowiednim żywieniem, opieką weterynaryjną - taki ptak nie będzie szczęśliwy. On cały czas będzie cierpiał, bo nie będzie mógł być sobą. Ty wstawisz na Facebooka zdjęcie grzecznego, uroczego ptaszka, który nie protestuje, gdy go przytulasz. Ptaszka, który być może jest kaleką i nie jest w stanie sam się poruszać. Tak właśnie wygląda pomoc pańci, która piszczy z zachwytu nad kolejnymi lajkami, które otrzyma od osób nieświadomych tego, jak wygląda życie takiego ptaka, jakie są jego podstawowe potrzeby. Ptaka, który zamiast być ptakiem, staje się umiętoloną przytulanką. 

Nie o to powinno chodzić w pomocy. Dla osoby pomagającej najważniejsze powinno być dobro stworzenia, któremu pomaga, a nie swoje własne. Jeżeli temu stworzeniu da się pomóc tak, żeby prowadziło normalne, szczęśliwe życie i w przyszłości powróciło na wolność - fantastycznie. Nie ma sensu skrzywiać psychiki przetrzymywanym w domu ptakom. One powinny na zawsze pozostać ptakami. Pozostać wolne, z możliwością lotu, z możliwością ucieczki od zagrożenia. Ty z nim nie polatasz, piórek mu dziobem nie przeczeszesz, nie pogadasz z nim w jego języku. 

Pomagając, kieruj się empatią, nie bambinizmem. Pomagaj wtedy, kiedy jest to realna pomoc. Pomaganie na siłę w niektórych przypadkach jest po prostu eksperymentowaniem na zwierzętach. Jeżeli nie jesteś w stanie pomóc zwierzęciu - nie utrzymuj go sztucznie przy życiu, tylko pozwól mu przestać cierpieć. W końcu zależy Ci na tym, żeby było szczęśliwe? A jeżeli podczas życia nie będzie mogło być? To, że jeden czy drugi dziki ptak jest pełen życia przebywając w Twoim domu nie oznacza, że będzie taki zawsze. Takie życie po prostu mu się znudzi, zacznie być monotonne. Przestanie być szczęśliwy widząc, że nic się w tym życiu nie zmienia. 


A wiecie co w tym wszystkim jest najgorsze? Że tacy "pomagacze" mają jeszcze czelność krytykować ośrodki rehabilitacji zwierząt, bo w nich się zwierzęta usypia. U nich nie, bo przecież nie odbiorą życia zwierzęciu, bo każde zasługuje, by żyć. Zaczyna się obrzucanie błotem jednej strony przez drugą. Naprawdę nie rozumiem tej sytuacji, kiedy osoby, którym zależy na tym samym, czyli dobrostanie ptaków, zwierząt, zaczynają wzajemnie się oczerniać, zwalczać się, zamiast współpracować ze sobą, wymieniać się spostrzeżeniami, doświadczeniami. Czy naprawdę własne ego jest dla co poniektórych ważniejsze od tego, co powinno być dla was najważniejsze, czyli pomocy poszkodowanym stworzeniom? Nie rozumiem takich wojenek. Nie wiem, skąd takie podejście. No bo... co to ma być? Jakieś zawody kto wyleczy więcej zwierząt? Szukanie konkurencji na siłę? Chciałabym, żeby w tym środowisku jeden ośrodek był dla drugiego pomocą, jeden wolontariusz wspierał drugiego. Tylko w taki sposób osiągniecie swój wspólny cel i pomożecie większej ilości żywych istot. Chyba na tym wam zależy, prawda? 



Dla uwagi - mewa srebrzysta z helskiej plaży. Taka, która może szczęśliwie i godnie żyć. Samodzielnie się pożywiać. I odlecieć, kiedy uzna, że starczy już tych fotek, babo. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz